Ostatnie lata przyniosły bezprecedensowy wzrost liczby adopcji zwierząt. Początkowo to pandemia i związane z nią obostrzenia skłaniały ludzi do otwarcia domów dla czworonożnych przyjaciół. Później natomiast, w obliczu wojny w Ukrainie, wzmożona empatia i chęć niesienia pomocy poszkodowanym psom i kotom z ogarniętego konfliktem kraju, sprawiły, że adopcyjny wzrost trwa w najlepsze. Ale co dalej? Czy ten poryw serca zawsze kończy się szczęśliwie?
Jako osoby głęboko zaangażowane w świat zwierząt, od początku obawialiśmy się, że nie wszystkie te adopcje zakończą się sukcesem. Nasze przewidywania, niestety, zaczęły się sprawdzać: część zwierząt, które znalazły tymczasowe schronienie, nie pozostanie w swoich nowych domach na stałe, a nowi opiekunowie mierzą się z wyzwaniami, które ich przerosły. Czy można winić ludzi za to, że nie podołali sytuacji i zmuszeni byli oddać zwierzę? Czy w każdym przypadku interwencja behawiorysty i wdrożenie terapii są gwarancją sukcesu? Doświadczenia ostatnich lat – zarówno te pandemiczne, jak i te związane z wojną – jasno pokazują, że adopcje, zwłaszcza te wprowadzające nowe zwierzę do już istniejącej grupy społecznej, bywają niezwykle trudne, a czasem wręcz niemożliwe. Dlaczego?
Zanim przejdziemy dalej zapraszamy do przeczytania artykułów jak wprowadzić do nowego domu kota oraz psa.
Pułapka życzeniowego myślenia.
Osoby decydujące się na adopcję to zazwyczaj ludzie pełni empatii, pragnący pomóc i zapewnić lepszy los zwierzęciu w potrzebie, ratując je przed trudnym życiem w schronisku czy domu tymczasowym. Nierzadko jednak okazuje się, że ich wiedza na temat specyficznych potrzeb danego gatunku oraz emocji, które towarzyszą zwierzęciu w tak trudnej sytuacji, jest niewystarczająca. Często towarzyszy im błędne przekonanie, że pies czy kot będą „wdzięczne” za nową szansę. To właśnie życzeniowe myślenie, które nie uwzględnia realiów adopcji oraz całego złożonego kontekstu behawioralno-emocjonalnego.
Przede wszystkim, przyjęcie kota lub psa do domu oznacza dla niego kolejną utratę dotychczasowego miejsca, do którego zdążył się przyzwyczaić – rutyny, ludzi i otoczenia. Nawet jeśli jest to schronisko, które dla wielu z nas wydaje się przerażające, dla psa mogło ono stać się środowiskiem, do którego się zaadaptował i w którym odnalazł pewną stabilizację. W sprzyjających okolicznościach, dom adopcyjny staje się dla zwierzęcia trzecim lub nawet czwartym „miejscem życia”. Z każdą taką zmianą wiąże się ogromny koszt emocjonalny. Zwierzę musi na nowo nauczyć się akceptacji, przyzwyczaić się do nowych warunków, by w końcu ponownie to stracić. Często traci też zaufanie, jego nastrój się pogarsza, pojawiają się lęk, strach, a nawet przerażenie.
Aby poradzić sobie z tymi intensywnymi emocjami, często niezbędna jest terapia behawioralna. W przypadku psów, ze względu na ich funkcjonowanie w szerszym kontekście społecznym, łatwiej jest zaproponować bardziej zróżnicowane metody terapii. Dysponujemy większą liczbą technik i narzędzi, a zaspokojenie podstawowych potrzeb wynikających z etogramu psa, takich jak urozmaicone spacery, możliwość spotkań z innymi psami, węszenie czy zabawy, często szybko przynosi poprawę zachowania. Przyjemność płynąca z realizacji tych naturalnych potrzeb może skutecznie zmodyfikować negatywne emocje. Czy jednak zawsze jest to możliwe i czy każdy opiekun jest w stanie sprostać tym wymaganiom?
W tym miejscu warto zaznaczyć jak ogromna odpowiedzialność leży po stronie fundacji czy schronisk, odpowiedzialność wynikająca z doboru odpowiedniego domu do konkretnego zwierzęcia.
Spacery adaptacyjne, wizyty zapoznawcze, szczegółowy wywiad i wizyty przed oraz po adopcyjne w nowym domu. To tylko kilka wybranych elementów, które pomagają osiągnąć wzajemnie satysfakcjonującą adopcję.
Pomoc w wyborze odpowiedniego podopiecznego mogą nam również zapewnić zoopsychologowie, behawioryści, trenerzy. Są to osoby pracujące z psami lub kotami, osoby znające ich potrzeby, umiejące ocenić jakie zwierzę będzie odpowiednie do naszego trybu życia i możliwości. Taki specjalista może nie tylko poznać nas oraz nasze otoczenie, ale również pomóc w wyborze konkretnego podopiecznego, odwiedzając z nami fundacje czy schroniska.
Co dalej? Kiedy terapia behawioralna natrafia na mur rzeczywistości.
W procesie modyfikacji zachowań zwierzęcych, kluczowe jest nie tylko wygaszanie niepożądanych reakcji i wprowadzanie nowych, pożądanych wzorców, ale przede wszystkim zmiana nastroju zwierzęcia. Pies czy kot żyjący w ciągłym napięciu – przesiąknięty strachem, niepokojem, złością czy frustracją – będzie reagował na bodźce znacznie gwałtowniej niż zwierzę spokojne i zadowolone. Zatem, by skutecznie uporać się z problematycznym zachowaniem, musimy najpierw obniżyć poziom stresu i wprowadzić stan relaksu.
Podstawą pracy behawioralnej jest zawsze dogłębna analiza potrzeb zwierzęcia. Zalecenia wobec psów często obejmują wprowadzenie regularnych, długich spacerów w spokojnych miejscach, gdzie zwierzę może swobodnie eksplorować, węszyć i bawić się, minimalizując jednocześnie kontakt z potencjalnie stresującymi bodźcami. Dla psów kluczowe jest aktywowanie ich naturalnych systemów poszukiwania i zabawy – poprzez zabawki interaktywne, aportowanie czy szarpaki. W domu równie ważne jest zapewnienie zwierzęciu możliwości realizacji naturalnych zachowań, takich jak gryzienie czy żucie, co pomaga w rozładowaniu napięcia. Wydaje się, że to solidny fundament i dobry początek drogi. Wszystko jest klarowne i proste, a jednak… terapia często nie przynosi oczekiwanych efektów.
W przypadku kotów kluczowym zagadnieniem staje się szeroko pojęta kotyfikacja otoczenia, czyli zasoby dostępne dla kota. W całym tym pojęciu pojawić się powinny drapaki, miski na jedzenie i picie, kuweta, półki ścienne i sufitowe, ilość bezpiecznych kryjówek i różnorodność otoczenia.
Podstawą pracy behawioralnej z kotem jest zabawa poprzez cykl łowiecki i wysiłek umysłowy, który często równa się zabawom węchowym poprzez użycie mat i kul węchowych, łamigłówek na kocie przysmaki oraz nauka sztuczek z pomocą klikera.
Dodatkowo zapewnienie kotu przestrzeni, bezpiecznych miejsc, odpowiedniej ilości odpoczynku i rutyna dnia codziennego.
Życie pisze własne scenariusze. Dlaczego plan się nie powiódł?
Co zniweczyć może nawet najlepiej ułożony plan terapii? Po prostu życie. Bardzo często okazuje się, że codzienne realia opiekunów, takie jak brak czasu, ograniczone możliwości transportu, niewystarczająca przestrzeń w domu czy brak dostępu do odpowiednich terenów spacerowych, stają się barierą nie do przejścia. Czasami prozaiczne problemy logistyczne, takie jak brak samochodu uniemożliwiający dojazd do spokojnych miejsc spacerowych, czy godziny pracy uniemożliwiające regularne, długie wyjścia, stają się przyczyną porażki.
Co więcej, obawy opiekunów związane z potencjalnie agresywnym zachowaniem zwierzęcia w miejscach publicznych (np. w komunikacji miejskiej) mogą prowadzić do unikania tych sytuacji, co z kolei pogłębia problem. Strach przed utratą kontroli nad zwierzęciem, a nawet przed ugryzieniem, może sparaliżować wszelkie próby wdrożenia metod pracy. W efekcie, opiekunowie nie tylko zaprzestają działań terapeutycznych, ale również ograniczają kontakt ze zwierzęciem, co prowadzi do pogorszenia jego stanu emocjonalnego i utrwalenia niepożądanych zachowań.
Terapia behawioralna: iluzja czy realna szansa?
Skoro wiemy, że przeszkód może być wiele, pojawia się pytanie: jak w ogóle przeprowadzić efektywną terapię behawioralną? I czy jest ona w ogóle możliwa w obliczu tylu wyzwań? Rolą behawiorysty jest opracowanie planu terapii, wyjaśnienie opiekunom jej celów i sensu, a także zademonstrowanie, jak pracować ze zwierzęciem. Ważne jest, by pokazać konkretne techniki i uczyć opiekunów ich prawidłowego stosowania, korygując na bieżąco wszelkie błędy.
Jednak musimy jasno powiedzieć: terapeuci mogą jedynie kierować działaniami opiekunów, ale nigdy nie przeprowadzą terapii za nich. Spotkania są ograniczone czasowo i rzadko odbywają się częściej niż raz w tygodniu. Co więcej, terapia behawioralna to proces – rozłożony w czasie, który może trwać tygodnie, miesiące, a w skrajnych przypadkach nawet lata. Nie każdy opiekun jest gotowy na takie poświęcenie.
Niemożność poradzenia sobie z problematycznym zachowaniem zwierzęcia bywa dla większości osób niezwykle frustrująca. Często spotykać się można z prośbami o „szybkie metody” czy „triki”, które przyniosą natychmiastowe rezultaty. Niestety, w większości przypadków terapia wymaga długotrwałej, systematycznej pracy, a nie wszyscy opiekunowie są w stanie to zaakceptować.
Optymizm kontra rzeczywistość: nieprzewidziane wyzwania adopcji.
W procesie przystosowania się zwierzęcia do nowego środowiska wiele rzeczy może pójść nie tak, jednak spora część osób decydujących się na adopcję w ogóle nie dopuszcza do siebie takiej myśli. Jest to po części zrozumiałe. Często wizja adopcji psa czy kota to spełnienie długo pielęgnowanego marzenia. Radość z jego realizacji jest ogromna, a wyczekiwany towarzysz wreszcie trafia do naszego domu. Niestety, nadmierny optymizm często uniemożliwia nam dostrzeżenie potencjalnych problemów, które przecież mogą się pojawić.
Adopcja to również sytuacja społeczna. Adoptowane zwierzę musi odnaleźć się w naszym otoczeniu, a tu, szczególnie w przypadku problemów behawioralnych, często dochodzi do konfliktów. Niechęć otoczenia do naszego psa czy kota może szybko przenieść się również na nas samych. Kąśliwe uwagi, agresywne reakcje, groźby czy awantury ze strony sąsiadów czy przechodniów nie są rzadkością. Ten aspekt adopcji powinniśmy bezwzględnie wziąć pod uwagę, zanim podejmiemy decyzję.
Kolejnym kluczowym czynnikiem jest nasza dyspozycyjność, czyli czas, który jesteśmy w stanie poświęcić zwierzęciu. Czy dysponujemy go na tyle, by w rozkładzie dnia znalazł się chociaż jeden dłuższy, około godzinny spacer w przypadku psa, lub realizacja cyklu łowieckiego z kotem – i to nie tylko w niedzielę, kiedy mamy wolne od pracy, ale codziennie? Czy jesteśmy w stanie zapewnić zwierzęciu coś więcej niż tylko trzy dziesięciominutowe wyjścia na załatwienie potrzeb fizjologicznych, lub szybka zabawa polegająca na losowym machaniu wędką? Jeśli pojawi się problematyczne zachowanie, czy będziemy mieli czas, by pracować nad zaleceniami behawiorysty? Gdy nasza doba to 11 godzin w pracy i 8 godzin snu, na całą resztę pozostaje naprawdę niewiele. Czy na takie życie chcemy skazać naszego wyczekiwanego podopiecznego?
Wreszcie, aspekt finansowy, być może najbardziej istotny. Sama adopcja zazwyczaj nic nie kosztuje lub wiąże się z symboliczną opłatą, co jest kuszące w porównaniu z zakupem zwierzęcia. Ale czy będziemy gotowi na ponoszenie kosztów leczenia weterynaryjnego lub terapii behawioralnej, jeśli okażą się konieczne? Błędne założenie, że „młody psiak na pewno będzie zdrowy”, to zła strategia. Wiele zwierząt traci swoje domy, ponieważ ich opiekunowie nie mogli lub nie chcieli pokryć kosztów ich leczenia.
Podsumowanie.
Jak widać, nawet kiedy początkowo wszystko wydaje się układać idealnie, życie potrafi zaskoczyć. Nie chcemy nikogo namawiać do negatywnego nastawienia, lecz do realistycznego podejścia do adopcji. Każdy, kto rozważa przyjęcie zwierzęcia pod swój dach, powinien zadać sobie fundamentalne pytanie: czy stać mnie finansowo, czasowo oraz siłowo do opieki nad zwierzęciem przez kolejne lata?
Takie przemyślenie oszczędziłoby wielu zwierzętom – mówiąc tu zwłaszcza o psach i kotach – ogromnego stresu związanego z kolejną zmianą domu, a ich opiekunom wielu przykrości.
Adopcja to z pewnością szlachetny czyn, zasługujący na uznanie. Jednak apelujemy, by oprócz serca, zaangażować w ten proces również wiedzę i zdrowy rozsądek. To właśnie połączenie tych trzech elementów stanowi klucz do udanej i trwałej relacji z adoptowanym zwierzęciem.
Nie jesteśmy fanami trendu ‘’Nie kupuj. Adoptuj.’’
Naszym zdaniem lepiej się tutaj sprawdzi ‘’Kupuj lub adoptuj świadomie.’’
























0 komentarzy